Istota społeczna

Spieszę Wam donieść, że Lena stała się niestety istotą społeczną. Niestety, bo radość z tego zdarzenia mocno jest przytłumiona jego konsekwencjami.

 

Otóż istota społeczna w nosie ma prośby (Kochanie, zobacz jaka piękna dajmy na to książeczka, pobaw się troszkę) i groźby (mama wyrzuci Cię przez okno) i nie jest zainteresowana przebywaniem w samotności. Potrzeba integracji i kontaktu jest tak wielka, że każda próba opuszczenia przez mamę  posterunku (choćby na sikanie) kończy się krzykiem (dobrze, że nie mamy sąsiadów).  Krzykiem, bo to z pewnością nie jest płacz a raczej próba wymuszenia i podporządkowania sobie opiekunki. W końcu od czego siedzi w domu na macierzyńskim ;-) Krzyk ustaje oczywiście jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaraz jak tylko przy łóżeczku pojawi się twarz mamy.

Jak by tego było mało nie wystarczy, takie po prostu bycie obok (połączone z zezowaniem w kierunku laptopa) o nie! Trzeba gugać, gruchać, jęczeć, piszczeć, syczeć, charczeć a przede wszystkim robić głupie miny! I nijak mały społecznik nie jest w stanie zrozumieć, że starej matce robią się od tego zmarszczki. Wskazane jest również przytulanie, całowanie,  tarmoszenie i potrząsanie.

 

Konsekwencją owego rozwoju jest także próba nawiązania kontaktu. Niech Was jednak nie zwiedzie wizja cichego, przyjemnego dla ucha rodzica głużenia. Nie, nie, owe urocze odgłosy właśnie przerodziły się w dzikie krzyki i piski, które małej istocie wyraźnie sprawiają rozkosz, przyprawiając biednych rodziców o ból głowy. Natężenie decybeli i jego częstotliwość wydaje się wręcz niemożliwe, kiedy patrzy się na małe ciałko, a jednak.

 

Aż boję się pomyśleć co będzie dalej…

Categories
blog  
Tags