Nauka jedzenia i karmienia

Lena naukę jedzenia rozpoczęła dość wcześnie, bo już na początku piątego miesiąca życia. Jako dziecko karmione naturalnie miała w zapasie jeszcze jeden pełny miesiąc na zdobycie tej nowej umiejętności.

Jedzenie jednak okazało się formą leczenia leniwych jelit i raz podane zostało w menu Małego Pioniera na stałe.

Karmienie Leny spadło na mnie zupełnie nieoczekiwanie  i zanim zgromadziłam potrzebna wiedzę na ten temat niestety popełniłam kilka błędów. Zachęcam więc Was drodzy rodzice zanim zaczniecie uczyć swoje maluchy jedzenia poświęćcie trochę czasu na naukę karmienia. Nie tylko po to aby ułatwić życie Waszym dzieciom ale i po to aby Wam było trochę łatwiej.

Zacznijmy od osprzętu potrzebnego do karmienia:

– miseczka – tu nie ma wielkiej filozofii, ważne aby zepchnięta przez malucha  nie potłukła się i zawsze była czysta. Ja wybrałam taką z przyssawką i dekielkiem aby można było zabrać w niej jedzonko ze sobą (taką: http://allegro.pl/miseczka-z-przyssawka-i-lyzeczka-babyono-1025-i2887614123.html).

– śliniaczek – istnieją śliniaki tradycyjne wykonane z materiału lub ceratki, śliniaki gumowe z kieszonką na spadające jedzenie i takie w formie fartuszków osłaniających ubranko. Nam do tej pory wystarczały zwykłe, bawełniane lub frotowe, najlepiej podszyte ceratką. Nie przemakały a miękką wierzchnią stroną można było wytrzeć ubrudzoną buźkę. Niestety, etap spokojnego jedzenia i fascynacji smakiem minął i obecnie przechodzimy fazę zainteresowania miseczką, łyżeczką i  zawartością miseczki. Brudne jest wszystko łącznie z ścianami, dlatego zamówiłam fartuszek – dam Wam znać, czy się sprawdza.

– łyżeczka – i tu sprawa się kąplikuje. Zgodnie z ekspertem Pawłem Zawitkowskim „Łyżeczka powinna być jak najmniej skomplikowana,  twarda, tak by dziecko wyraźnie czuło jej dotyk, nie za duża, by łatwo chowała się w jego buzi… i niezbyt głęboka – niestety – ponieważ trudniej wtedy będzie dziecku ściągnąć z niej pokarm.” Ja niestety skusiłam się na łyżeczkę miękką, silikonową, przeznaczona dla dzieci po 4 miesiącu, która miała zapobiec podrażnieniom dziąseł firmy Tommee Tippee (http://allegro.pl/tommee-tippee-lyzeczki-silikonowe-2szt-i2921700556.html). Początkowo byłam z niej zadowolona, miękka faktycznie nie stanowi zagrożenia, jest stosunkowo płytka i w dodatku ma długi wyprofilowany trzonek, ułatwiający podawanie  posiłku. Niesetny to za jej sprawą obecnie brudne są nawet ściany. Mała walczy bowiem ze mną aż do chwili przejęcia łyżeczki i wsadza ją do ust, tylko po to aby po chwili wystrzelić nią z buzi, wraz z jedzeniem, które jeszcze nie zostało połknięte obryzgując wszystko wkoło. Silikonowa końcówka rewelacyjnie sprawdza się w roli katapulty dla resztek jedzenia!

– miejsce do karmienia – jeśli dziecko nie potrafi samodzielnie siedzieć mogą to być kolana drugiego z rodziców, leżaczek, fotelik samochodowy lub specjalistyczne krzesełko do karmienia, temat jest jednak tak długi, że poświęcę mu osobny wpis.

Kiedy już mamy czym karmić musimy jeszcze dowiedzieć się jak to zrobić. To natomiast zależy od tego co i w jakiej formie będzie zjadać nasze dziecko.

Najbardziej oczywiste są przeciery, przygotowane samodzielnie lub gotowe, w słoiczkach.  Mniej popularne jest podawanie dzieciom jedzenia w kawałkach, tak aby samodzielnie jadły rączkami (metoda BLW). To, który sposób wybierzemy jest sprawą bardzo indywidualną . Klaudia stosowała metodę BLW, ja, jako że Lena zaczęła jeść dość wcześnie, w dodatku częściej niż prze ze mnie karmiona będzie przez opiekunkę, podaję przeciery. Zanim zdecydujemy, który sposób wybrać warto poświęcić kilka chwil na przeanalizowanie sytuacji i wybór metody najlepszej dla nas i naszego dziecka.

Po tym przydługim wstępie wreszcie dotarłam do sedna – czyli jak karmić. Czynność wydawać mogła by się dość prosta i intuicyjna, ja niestety nie ustrzegłam się błędów,  które na szczęście wytknęła mi Klaudia i które dzięki wczesnej interwencji udało mi się wyeliminować. Aby niczego nie pomieszczać znowu pozwolę sobie zacytować Zawitkowskiego „Łyżeczkę podsuwamy w osi twarzy, prostopadle do niej i kładziemy na dolnej wardze, jeżeli wargi ma zamknięte lub wsuwamy do buzi, jeżeli otwarte, wcześniej upewniając się, że dziecko ma na to ochotę. Kiedy maluch otwiera buzię, a łyżeczka w niej ląduje, czekamy aż górna warga zamknie się na łyżeczce i wtedy dopiero ją wysuwamy. Mamy wtedy gwarancję, że dziecko ściągnie górną wargą pokarm z łyżeczki. Jeżeli maluch tego nie zrobi możemy delikatnie docisnąć łyżeczką język dziecka – wtedy wargi domknie, z czego natychmiast korzystamy  wysuwając łyżeczkę z buzi. Nie wolno, nie warto ocierać łyżeczki o górna wargę w celu ściągnięcia z niej pokarmu (ja tak właśnie robiłam). To sygnał dla dziecka i jego warg, że nie muszą się domykać, ściągać pożywienia i się trudzić. (…) Zanim malec nauczy się jeść łyżeczką, minie trochę czasu. (…) Nie starajmy się jednak tego procesu przyspieszyć. (…) Nie wpychamy też łyżeczki, kiedy malec zamyka usta broni się przed jedzeniem. To aktywność, która jak żadna powinna kojarzyć się dziecku z przyjemnością. (…) Od tego, jak będą wyglądały początki jedzenia, zależy to jak dziecko będzie jadło później, dlatego wato na ta naukę poświecić trochę czasu, energii i cierpliwości.”

Categories
blog  
Tags

Warto również zobaczyć

Wykonanie: Altweb.pl - tworzenie i pozycjonowanie stron www
iperfumy to jedna z największych w polsce perfumerii która ostatnich latach stała się bardzo popularna czy produkty na są oryginalne