Zzapracowanychwstanie… A dziecko? w przedszkolu!

Melduję: żyję.
Trochę Was, drodzy Czytelnicy, ostatnio zaniedbałam – mea culpa, mea maxima culpa.
Musicie mnie jednak zrozumieć – początki nigdy nie są łatwe. Początki w pracy – tym bardziej. A jeśli w dodatku praca jest bardzo wymagająca, szczególnie psychicznie i łączy się z dużym stresem i niemałą liczbą nadgodzin – sami pomyślcie!
 
Niemniej – powoli wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Rozwiązany został problem najbardziej… newralgiczny. Opieka nad Młodą, kiedy sterani (a może styrani..?) życiem rodzice zasuwają w robocie.
Otóż spieszę donieść, że Anna została przedszkolakiem.
 
Nie, że tam zwyczajnym przedszkolakiem, jak każdy inny przedszkolak. Anna jest przedszkolakiem na wskroś wyjątkowym.
Otóż po pierwsze (primo) do przedszkola uczęszcza od początku stycznia roku pańskiego bieżącego. Dla tych, którzy jeszcze nie zdołali obliczyć sobie tego w pamięci, przychodzę z odsieczą – miała wtedy skończone zaledwie 17 miesięcy a co za tym idzie, nie miała jeszcze 1,5 roku. Wcześnie zaczęła, prawda? Oby (tfu tfu) w innych sprawach nie była taka hej do przodu! Jak się sami, Drodzy Czytelnicy domyślacie, jest najmłodszym przedszkolakiem (następna w kolejności jest chyba jej, równo rok starsza kuzynka).
Miałam obawy, owszem. Co więcej, nie były ich pozbawione również panie przedszkolanki. Od początku umowa między nami była taka, że Młoda idzie do nich na kilka dni na próbę, sprawdzimy i takie tam. Pożyliśmy, zobaczyliśmy i tak nam z tym przedszkolem zostało.
Nie powiem, pierwszego dnia miałam pełne gacie (chwała niebiosom, że jedynie w przenośni). Jako, że Panie przedszkolanki z zasady nie chcą zgadzać się na mamę, tatę, babcię, psa czy innego chomika towarzyszącego dziecku (po prostu robimy papa i narka) spodziewałam się rozdzierających me serce scen – płaczu, krzyku, rzucania się na szyję, tudzież innej formy tzw. Rejtana. O, słodka naiwności!
Możecie sobie wyobrazić moje, starej matki, zdziwienie, kiedy Pierworodna na słowa „Kochanie, zostaniesz dziś z Panią w przedszkolu” (Panią, którą, dodam, Młoda widziała trzeci raz w życiu, z czego dwa poprzednie widzenia łącznie nie trwały więcej niż dziesięć minut) dała mi buziaka, zrobiła papa, złapała Panią za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę lalek wołając „lala”. Cóż mi zostało – poszłam sobie z wyrazem twarzy bizona na skałach Manhattanu (znacie taki związek frazeologiczny? bo ja usiłuję sobie przypomnieć skąd ten tekst pochodzi i ni… znaczy nie pamiętam, no!).
 
Drugi, dla mnie nawet bardziej zaskakujący powód wyjątkowości mojego małego przedszkolaka, to zachowanie Anny w przedszkolu. Otóż, podobno Młoda jest bezproblemowa. Chodzą słuchy, że to samo dziecko, które po domu biega i ciągle wrzeszczy, namiętnie wyciąga wszystko z półek i lubuje się w okładaniu psa łyżką do butów w przedszkolu potrafi przez godzinę (tak, mówimy o takiej samej godzinie, trwającej 60 minut!) siedzieć (słownie: SIEDZIEĆ!) w miejscu i patrzeć na starsze dzieci, które mają jakieś przedszkolne zajęcia. I co więcej, Młoda jeszcze jest z tego zadowolona, że sobie tak siedzi i patrzy.
 
Tak by to u nas mniej więcej wyglądało.Wychodzi na to, że z tym przedszkolem to trochę jak ze skokami narciarskimi: „Dupa na buty, garbik, fajeczka i poleciało” 
Pozdrawia Was wyrodna matka, która oddała swojego „prawie noworodka” do przedszkola! Ahoj!
 
ps. Żeby nie było wątpliwości, to moje nagłe zzapracowanychwstanie nie jest takie obie znowu bez przyczyny. Grypa mnie dopadła. I zastrzegam sobie, to nie powód, żeby mnie od razu od świni wyzywać  Ale niniejszym zobowiązuję się pisać częściej, o!

Categories
Tags

Warto również zobaczyć

Wykonanie: Altweb.pl - tworzenie i pozycjonowanie stron www
    odzież medyczna damska komplety
  • sklep jullita odzież medyczna koszyk żakiet damski zapinany na napy wykończony ozdobną lamówką middot zobacz komplet medyczny ola spodnie r s
    co zabrać na kemping w chorwacji
  • zanim jednak wyjedziemy trzeba się zastanowić co zabrać pod namiot turystycznej można znaleźć pole kempingowe na którym za niewielką opłatą da